Czasami przypuszczam, że dobrzy czytelnicy są w jeszcze większym stopniu szczególnymi łabędziami ciemności niż dobrzy autorzy. Czytanie, w każdym razie, jest czynnością późniejszą niż pisanie: bardziej zrezygnowaną, bardziej kurtuazyjną, bardziej intelektualną. (Jorge Luis Borges)
Kategorie: Wszystkie | # | A | B | C | D | E | F | H | I | J | K | L | M | O | P | Q | R | S | V | W | Z
RSS
środa, 07 października 2009
Jacek Bierut: *** (Do kota mówię...)
Do kota mówię chłopczyczku i proszę go,
żeby jadł, a on dopiero wtedy je,
a jak zapomnę, to biedak nie śpi
i na wszelkie sposoby się przypomina, 
do córki mówię perełeczko, a ona krzyczy,
że jestem nienormalny, ale jak nie powiem,
to jest trochę zła i ma pretensje o wszystko,
do drugiej mówię dziewczyńczeczko moja ti, 
bo kiedy była malutka, mówiła do mnie
Jaciku ti mój, a ona, że nie ma nawet czasu
mi wyliczyć, co jeszcze dziś musi zrobić,  
do żony to już mówię na wszystkie sposoby,
włącznie z aktorka jakaś, czy co, i tak ucztujemy
z ludźmi, którzy kupili po kawałku tej samej świni.


[czytałem w maszynopisie]

niedziela, 07 czerwca 2009
I ty zostaniesz Indianinem

Art. 125. 1. Po otrzymaniu protokołów wyników głosowania z wszystkich okręgów wyborczych Państwowa Komisja Wyborcza ustala wyniki głosowania w skali kraju i stwierdza, które listy okręgowe komitetów wyborczych spełniają warunek uprawniający do uczestniczenia w podziale mandatów, a następnie dokonuje podziału wszystkich mandatów między komitety wyborcze odpowiednio do łącznej liczby głosów ważnych oddanych na listy okręgowe danego komitetu wyborczego oraz przystępuje do ustalenia liczby mandatów przypadających dla poszczególnych list okręgowych każdego z komitetów wyborczych, które uzyskały mandaty, i przyznania tych mandatów konkretnym kandydatom.

2. W podziale mandatów uwzględnia się wyłącznie listy okręgowe tych komitetów wyborczych, które otrzymały co najmniej 5 % ważnych głosów w skali kraju.

Art. 126. Państwowa Komisja Wyborcza na podstawie danych z protokołów, o których mowa w art. 123 ust. 1, sporządza zestawienie obejmujące liczbę głosów ważnych w skali kraju oraz głosów ważnych oddanych na listy okręgowe poszczególnych komitetów wyborczych we wszystkich okręgach oraz ustala wykaz komitetów wyborczych, których listy okręgowe spełniają warunek, o którym mowa w art. 125 ust. 2, oraz komitetów, których listy okręgowe nie spełniają tego warunku.

Art. 127. 1. Państwowa Komisja Wyborcza dokonuje podziału wszystkich mandatów pomiędzy uprawnione komitety wyborcze w sposób następujący:

1) liczbę głosów ważnych oddanych łącznie na listy okręgowe każdego z komitetów wyborczych dzieli się kolejno przez: 1; 2; 3; 4 i dalsze kolejne liczby aż do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować tyle kolejno największych liczb, ilu posłów do Parlamentu Europejskiego jest wybieranych w Rzeczypospolitej Polskiej;

2) każdemu komitetowi wyborczemu przyznaje się tyle mandatów, ile spośród ustalonego w powyższy sposób szeregu ilorazów przypada mu liczb kolejno największych.

2. Jeżeli kilka komitetów wyborczych uzyskało ilorazy równe ostatniej liczbie z liczb uszeregowanych w podany sposób, a komitetów tych jest więcej niż mandatów do rozdzielenia, pierwszeństwo mają komitety wyborcze w kolejności ogólnej liczby oddanych głosów na listy okręgowe tych komitetów. Gdyby na listy okręgowe dwu lub więcej komitetów wyborczych oddano równą liczbę głosów, o pierwszeństwie rozstrzyga liczba okręgów wyborczych, w których na listy danego komitetu oddano większą liczbę głosów.

(…)

Art. 129. 1. Państwowa Komisja Wyborcza, po ustaleniu, ile mandatów przypada poszczególnym komitetom wyborczym, sporządza zestawienie obejmujące:

1) liczbę głosów ważnych oddanych łącznie na listy okręgowe każdego z komitetów wyborczych, których listy okręgowe spełniają warunek, o którym mowa w art. 125 ust. 2, oraz

2) liczby głosów ważnych oddanych na poszczególne listy okręgowe każdego z komitetów wyborczych, o których mowa w pkt 1.

2. Na podstawie zestawienia, o którym mowa w ust. 1, Państwowa Komisja Wyborcza przystępuje do ustalenia liczby mandatów przypadających poszczególnym listom okręgowym. W tym celu, odrębnie dla każdego komitetu wyborczego, liczbę głosów ważnych oddanych na listę okręgową danego komitetu wyborczego kolejno w każdym okręgu mnoży się za każdym razem przez liczbę przypadających danemu komitetowi mandatów, a następnie tak otrzymany iloczyn dzieli się przez liczbę głosów ważnych oddanych we wszystkich okręgach na listy okręgowe tego komitetu wyborczego. Wartość liczby całkowitej (przed przecinkiem) uzyskanego w ten sposób ilorazu oznacza liczbę mandatów przypadających danej liście okręgowej.

3. Jeżeli po przeprowadzeniu postępowania, o którym mowa w ust. 2, w odniesieniu do wszystkich list okręgowych danego komitetu wyborczego nie zostały rozdzielone wszystkie mandaty przypadające temu komitetowi, to pozostałe jeszcze do podziału mandaty przydziela się tym listom okręgowym tego komitetu, dla których wyliczone ilorazy wykazują po przecinku kolejno najwyższe wartości, uwzględniając także i te listy okręgowe, które nie uzyskały jeszcze żadnego mandatu.


Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego (Dz.U. z 2004 roku nr. 25. poz. 219)
Czytałem tu: www.blog.gwiazdowski.pl

czwartek, 21 maja 2009
Leopold Tyrmand: Zły

Nie pojmuję - rzekł zgryźliwie - dlaczego młoda i przystojna kobieta, pełna cnót osobistych i społecznych, przyzwoicie odziana i na stanowisku, spędza samotnie takie popołudnie?


[w:] Leopold Tyrmand: Zły.

wtorek, 14 kwietnia 2009
Jarosław Marek Rymkiewicz: Rozmowy polskie w latach 1995-2008

Tomasz Majeran, Dariusz Suska: W „Gazecie Wyborczej” pisano, że jest pan ojcem duchowym skinhedów. Tam tak pana przedstawiają: subtelny poeta i klasyk, a zarazem: nacjonalista i faszysta. Słowem: doktor Jekyll i mister Hyde. Czytałem też w tej samej gazecie taki artykuł o panu, gdzie było napisane, że pan straszy Rosjanami, a przecież nie ma powodu bać się Rosjan, bo Rosja jest demokratyczna i kto mówi o rosyjskim niedźwiedziu, ten jest chory na duszy i umyśle.

Jarosław Marek Rymkiewicz: Rosja nie jest demokratyczna i zapewne nigdy – w dostępnej nam perspektywie długiego trwania – nie będzie demokratyczna. Właściwie nie wiadomo dlaczego, choć, rozglądając się w jej historii, można by zaryzykować przynajmniej kilka odpowiedzi na pytanie, dlaczego demokratyczna Rosja jest czymś, czego nawet nie da się pomyśleć. Ale mniejsza o te odpowiedzi, wszyscy (poza notorycznymi idiotami) dobrze to przecież wiemy: Rosja będzie imperium albo w ogóle jej nie będzie. Ponieważ trudno wyobrazić sobie Rosję, której w ogóle nie ma (gdzie podzialiby się wtedy Rosjanie?), trzeba uznać, że Rosja już niebawem stanie się znowu wielkim, potężnym imperium. Pytanie, które stoi teraz przed nami, brzmi więc nie tak: czy imperium rosyjskie zostanie odbudowane?, lecz tak: czy to będzie groźne (dla nas) imperium? Ponieważ to imperium zawsze było dla nas groźne, więc lepiej (roztropniej) jest dopuścić możliwość, że i nadal będzie nam ono w jakiś sposób zagrażało. Bo nawet jeśli to imperium zwróci się na wschód lub na południe, jeśli bezpośrednio (czyli militarnie) nie będzie nam zagrażało, to groźna będzie dla nas jego cywilizacyjna obecność na naszych wschodnich granicach. Wschodnie sposoby istnienia zawsze zagrażały naszej cywilizacji. Wschodnie okrucieństwo zawsze wchodziło jak nóż w polską łagodną marudność. A czy Rosjanie spróbują znowu wkroczyć do Europy, zdobywając po drodze to, co muszą zdobyć, czyli tereny między Niemnem a Wartą? Tego nie wiemy, ale i takie zagrożenie niewątpliwie istnieje. Kozackie sotnie biwakowały kiedyś na Avenue des Champs-Elysées. Dlaczego właściwie Rosjanie mieliby zrezygnować z pięknego marzenia wielu pokoleń? Mając to wszystko w głowie, wykłócałem się w ostatnich latach z tymi, którzy przyjmowali, że nic nam już nie grozi, a Polacy będą teraz żyli w wiecznej szczęśliwości i wiecznym pokoju, tak jakby nasza polska historia dobiegła już końca. Czy mówiąc to wszystko, wzniecam nienawiść do obcych? Przeciwnie. Ja podziwiam Rosjan, ich możliwości istnieniowe budzą mój podziw. Ale jestem Polakiem, obchodzi mnie mój polski los, muszę myśleć o moich polskich interesach.

W perspektywie tego, co się dzieje w Rosji, w Czeczenii czy na Białorusi, chciałbym zapytać o perspektywy niepodległości Polski. Ile lat my jeszcze mamy? Czy jesteśmy gotowi odeprzeć to zagrożenie, o którym pan mówi? Ile mamy według pana lat na to, żeby się przygotować?

Pytanie, czy my w ogóle możemy być niepodlegli, czy nas na to stać? Polska jest dziś złapana w straszne kleszcze. Oprócz zagrożenia ze wschodu istnieje – nagle zaistniało, bo nawet nie przewidzieliśmy, że coś takiego może nas spotkać – zagrożenie z zachodu. Cywilizacja zachodnia, do której przez lata tak tęskniliśmy i którą tak naiwnie adorowaliśmy (i adorujemy), ukazała nam swoją straszną twarz: maskę śmierci. Polska staje się, nawet już się stała wielkim wysypiskiem śmieci, wielkim śmietnikiem Europy. Wszystkie śmiecie i fekalia zachodniej (może należałoby raczej powiedzieć: amerykańskiej) cywilizacji i zachodniej (amerykańskiej) kultury wylewają się teraz tutaj. To trwa od ponad pięciu lat, a my tylko się temu bezradnie przyglądamy. Niedawno w „Tygodniku Solidarność” powiedziałem, że Polską w nieprzyzwoity sposób rządzą nieprzyzwoici ludzie. Ci nieprzyzwoici ludzie w ogóle chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że istniała (i jeszcze, dzięki Bogu, istnieje) polska cywilizacja, dzięki której jesteśmy nadal Polakami i którą wobec tego należało i należy chronić. Pyta pan, ile mamy jeszcze lat? Może jest już za późno, może już nie zdołamy się obronić, może utoniemy w tych śmieciach, w tych fekaliach. Straszno mówić takie rzeczy, straszno o nich myśleć, ale może taki właśnie jest, taki ma być los Polaków. Może my po to tu jesteśmy, żeby ktoś nas wciąż cywilizował, na zachodni albo na wschodni sposób. Bo zdaje się, że nasi sąsiedzi ze wschodu i z zachodu znów mają na to (czyli na nas) wielką ochotę. Znów chętnie by nas trochę ucywilizowali na jakiś inny, nie nasz sposób. To wszystko, co nas może spotkać, co już nas spotyka, dokona się prawdopodobnie w takich formach, których jeszcze nie znamy. Czołgi nie wyjadą na ulice miast, bombowce nie wystartują z lotnisk, ułani nie wsiądą na koń. Nie będzie, może nawet już nigdy, wojny polsko-rosyjskiej czy polsko-niemieckiej. Albo wojny między Niemcami a Rosjanami o tereny między Odrą a Niemnem, Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym. Ale będzie inna wielka wojna: o to, jak ma wyglądać, czym ma być cywilizacja europejska; o to, czym mają się tu żywić ludzkie dusze. I ta wojna już chyba się zaczęła, już trwa: w studiach telewizyjnych, w redakcjach gazet. I wygląda na to, że my, Polacy, już przegrywamy tę wojnę, że nasza tutejsza cywilizacja, bardzo osłabiona, nadwątlona przez ostatnie pięćdziesiąt lat, nie potrafi się bronić. Ja zawsze przewiduję najgorsze. Ale jeśli Polakom zdarzy się niebawem coś bardzo złego, to trzeba powiedzieć, że odpowiedzialni będą za to wszyscy, nie tylko ci, co tutaj rządzili, także ci, co byli rządzeni. Bo może jest tak, że Polacy przestali być warci tego, żeby mieć Polskę. Polska oczywiście nie zginie, bo Polska świetnie sobie istniała także wtedy, kiedy nie było jej w sposób widomy. Polska, tego uczy nas jej historia, potrafi istnieć w sposób niewidomy, potrafi trwać i przetrwać w swojej duchowej istocie, i Polacy nie bardzo są jej do tego potrzebni. A Polakom, do tego, żeby mieli Polskę, bardziej potrzebne są siły duchowe niż siły materialne. Powiem coś banalnego: ważniejsze (z punktu widzenia naszego polskiego interesu narodowego) jest to, żeby Polacy opowiadali się teraz po stronie dobra, niż to, żeby dochód narodowy wzrósł o kilka procent. Ale myślę o czynnym opowiedzeniu się po stronie dobra: trzeba na przykład coś zrobić w sprawie tych zachodnich śmieci, trzeba się tego stąd pozbyć. Moglibyśmy w tej sprawie wziąć przykład z Francuzów. Francji groziło to, co nam teraz grozi (że zaleją ją fekalia amerykańskiej cywilizacji) i Francuzi potrafili dać sobie z tym radę.

(...)


[Pierwodruk:] "Życie Warszawy", 13 lipca 1995.

Cały wywiad (oraz kilkanaście innych - z innymi rozmówcami) ukaże się za kilka tygodni nakładem Wydawnictwa Sic! pod tytułem "Rozmowy polskie w latach 1995-2008".

niedziela, 12 kwietnia 2009
Konrad Fiałkowski, Tadeusz Bielicki: Homo przypadkiem sapiens (3)

Dziesiątki tysięcy ludzi umierają rocznie w skali całej populacji wskutek zakrztuszenia.


[w:] Konrad Fiałkowski, Tadeusz Bielicki: Homo przypadkiem sapiens. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 195-196.

14:27, te.em , V
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Konrad Fiałkowski, Tadeusz Bielicki: Homo przypadkiem sapiens (2)

Wydaje się, że nic, również dzisiaj, nie wskazuje na to, by kiedykolwiek osobnicy o mniejszych mózgach mieli kłopoty z rozmnażaniem.


[w:] Konrad Fiałkowski, Tadeusz Bielicki: Homo przypadkiem sapiens. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 134.

13:11, te.em , V
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 kwietnia 2009
Konrad Fiałkowski, Tadeusz Bielicki: Homo przypadkiem sapiens (1)

U człowieka obecność warstwy tłuszczowej jest zapewne adaptacją związaną z łowiectwem, ale łowiectwem w stylu Homo, które jest unikalne i różne od metod łowieckich innych drapieżców. Właśnie nacisk selekcyjny na wydłużanie czasu uporczywego biegu wytworzył adaptację w postaci magazynowania energii koniecznej do długotrwałego uprawiania takiego biegu (...). W każdym razie współcześnie stosunkowo znaczna ilość tłuszczu w stosunku do masy ciała jest koniecznością. Na przykład osiemnastoletnia dziewczyna musi posiadać około 28% tkanki tłuszczowej w swej masie ciała, by zachować prawidłowy cykl menstruacyjny i zdolność rozrodczą. Nawet jeśli nie uprawia joggingu.


[w:] Konrad Fiałkowski, Tadeusz Bielicki: Homo przypadkiem sapiens. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 84-85. Podkreślenie autorów.

01:55, te.em , V
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30