Czasami przypuszczam, że dobrzy czytelnicy są w jeszcze większym stopniu szczególnymi łabędziami ciemności niż dobrzy autorzy. Czytanie, w każdym razie, jest czynnością późniejszą niż pisanie: bardziej zrezygnowaną, bardziej kurtuazyjną, bardziej intelektualną. (Jorge Luis Borges)
Kategorie: Wszystkie | !NDEKS | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | O | P | Q | R | S | T | V | W | Z
RSS
środa, 15 sierpnia 2012
Elizabeth Bishop: Jedyna sztuka


Sztuka tracenia potrafi być prosta;
tak wiele rzeczy wyraźnie chce przepaść,
że kiedy znikną, to jest żadna rozpacz.

Trać co dzień, jakbyś uczył się rzemiosła:
zgub klucze, pozwól niech ci czas ucieka.
Sztuka tracenia potrafi być prosta.

Ćwicz tak, by suma straconego rosła:
pejzaży, imion i miejsc, w które jechać
nie zdążysz. Przecież to jest żadna rozpacz.

Zgubić zegarek, co po matce został,
sprzedać dom, skoro już nikt w nim nie czeka.
Sztuka tracenia potrafi być prosta.

Stracić dwa miasta, cóż to jest przy włościach
o wiele większych. Lecz stracona rzeka
albo kontynent to też żadna rozpacz.

Że cię nie stracę (choć twój głos i postać
tak bardzo kocham), też nie chcę przyrzekać.
Sztuka tracenia potrafi być prosta,
choć tak wygląda (no, napisz to!) rozpacz.

Przeł. Maciej Woźniak


[Czytałem na literackie.pl. Przedruk za łaskawą zgodą przekładcy.]

Tagi: Bishop
12:49, te.em , B
Link Komentarze (1) »
środa, 08 lutego 2012
Jules Borelli: Rimbaud

Z pomocą nieocenionego pana Artura Rimbauda, znakomitego kupca, wytrawnego podróżnika i kompetentnego lingwisty, ułożyłem listę pożytecznych zwrotów i wyrażeń w języku amharskim, oromskim i somalijskim. Takie zwroty jak: „Zabili go dzidą”, „Gdzie jest kość słoniowa?” i „Uwaga nosorożec!” były niezbędne w mojej pracy i mogły się przyczynić do zachowania zdrowia i życia mojego i podległych mi ludzi.


 

wtorek, 01 stycznia 2008
Josif Brodski: Ekloga czwarta (zimowa)
Zimą tuż po obiedzie zaczyna się zmierzch.
O tej porze nietrudno głodnych wziąć za sytych.
(...)

Przeł. Stanisław Barańczak


[w:] Josif Brodski: 82 wiersze i poematy, Paryż 1988

Tagi: Brodski
22:09, te.em , B
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Miłosz Biedrzycki: Natrętny refren

Umysł czytelnika jest inny po przeczytaniu wiersza, czytelnik zmienia się, prawdopodobnie nawet w tym najgrubszym, najbardziej namacalnym sensie, tworzą się albo rozpuszczają sklejenia jakichś synaps w mózgu, sporo się ostatnio spekuluje na ten temat. Teraz tak: zatrzymuję się na samym fakcie tej zmiany, to jest coś, wydaje mi się, stałego, natomiast cele albo intencje autora mogą być najrozmaitsze. Oczywiście, znamy z historii próby bezpośredniego kaptowania do ideologii przy pomocy wierszy, to jest raczej bezsporna afera; i najczęściej zakończona żenadą. Może być też inny wariant, nie tak jednoznaczny: kiedy autor próbuje przez wiersze przekazać innym jakąś etykę, czy ogólniej światopogląd, który w dobrej wierze uważa za słuszny. Stara się sprawić, żeby czytelnik stał się lepszy. A może jest tak, że intencja autora nie jest najważniejsza; jeżeli wiersz faktycznie zmienia czytelnika (...), to dlatego, że działa na zasadzie żetonu przymierza, znacznika czy też wskaźnika do czegoś wspólnego, łączącego; raz, ludzi między sobą, dwa, każdego z osobna z hm... absolutem (nie mylić z Absolutem z lodem i cytryną). Ale może być też jeszcze inaczej: odciskanie się śladów wierszy w umysłach czytelników nie ma celu, "celem" jest powielanie się tych śladów w jak największej ilości egzemplarzy. Brzmi to dość kuriozalnie, niemniej tego typu historie są zupełnie serio dyskutowane przez szanowanych członków społeczeństwa, w ramach przymiarek do opisu kultury językiem genetyki populacyjnej. Jeśliby te pomysły potraktować konsekwentnie, to tak właśnie jest: jesteśmy futerałami, wehikułami dla wierszy, które powielają się i używają życia w zagajnikach naszych synaps. W zamian głaszczą nas czułkami, aż toczymy miodne krople i wszyscy są zadowoleni. I takie to historie.


[w:] "Czas Kultury" 4/1996, Natrętny refren. Z Miłoszem Biedrzyckim rozmawia Tomasz Majeran. Całość rozmowy tutaj.

00:13, te.em , B
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Jorge Luis Borges: Pierre Menard, autor Don Kichota (2)

Nie ma zajęcia umysłowego, które nie byłoby w rezultacie bezużyteczne. Jakaś doktryna filozoficzna jest początkowo prawdopodobnym opisem wszechświata; mijają lata i staje się po prostu rozdziałem - o ile nie ustępem czy nawet tylko nazwą - w historii filozofii. W literaturze ta późniejsza nieważność jest jeszcze bardziej widoczna (...).

Te nihilistyczne stwierdzenia nie mają w sobie nic nowego; rzeczą godną uwagi jest decyzja, jaką dzięki nim powziął Pierre Menard. Postanowił wyprzedzić tę bezużyteczność, jaka oczekuje wszelkie trudy ludzkie; podjął się przedsięwzięcia niezwykle skomplikowanego i od początku bezsensownego. Poświęcił swe skrupuły i swe bezsenne noce na powtórzenie w obcym języku istniejącej już książki (...).

Pomyślałem, że można dostrzec w "ostatecznym" Don Kichocie rodzaj palimpsestu, w którym powinny przeświecać ślady - znikome, ale czytelne - uprzedniego pisma naszego przyjaciela. Niestety, jedynie jakiś następny Pierre Menard, odwracając pracę poprzedniego, mógłby odgrzebać i wskrzesić owe Troje...

Przeł. Andrzej Sobol-Jurczykowski


[w:] Jorge Luis Borges: Opowiadania, Kraków 1978, s. 45

21:35, te.em , B
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 grudnia 2006
Jorge Luis Borges: Pierre Menard, autor Don Kichota (1)

Porównanie stronic Menarda i Cervantesa jest rewelacyjne. Ten ostatni, na przykład, napisał (Don Kichot, część pierwsza, rozdział dziewiąty):

...prawda, której matką jest historia, spółzawodniczka czasu, depozytariuszka czynów, świadek przeszłości, przykład i monit dla teraźniejszości i nauka dla wieków przyszłych.

Zredagowane w wieku siedemnastym, napisane przez "genialnego laika" Cervantesa, wyliczenie to jest po prostu retoryczną pochwałą historii. Menard pisze natomiast:

...prawda, której matką jest historia, spółzawodniczka czasu, depozytariuszka czynów, świadek przeszłości, przykład i monit dla teraźniejszości i nauka dla wieków przyszłych.

Historia - matką prawdy; pomysł jest zadziwiający. Menard, współczesny Williamowi Jamesowi, nie określa historii jako badania rzeczywistości, ale jako jej źródło. Prawdą historyczną, dla niego, nie jest to, co się wydarzyło: jest nią to, co uważamy, że się wydarzyło. Końcowe zwroty: "przykład i monit dla teraźniejszosci i nauka dla wieków przyszłych", są bezwstydnie pragmatyczne.

Równie żywy jest kontrast stylów. Archaizujący styl Menarda - bądź co bądź cudzoziemca - odznacza się pewną afektacją. Nie odnosi się to do jego prekursora, który posługiwał się swobodnie codziennym językiem hiszpańskim swojej epoki.

(...)

Menard (być może nieświadomie) wzbogacił przy pomocy nowej techniki niezdecydowaną i prymitywną sztukę lektury: techniki zamierzonego anachronizmu i błędnych atrybucji.

Przeł. Andrzej Sobol-Jurczykowski


[w:] Jorge Luis Borges: Opowiadania, Kraków 1978, s. 44-46

13:40, te.em , B
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 listopada 2006
Jorge Luis Borges: Go
Dzisiaj, dziewiętnastego września 1978 roku
ważyłem na dłoni malutki krążek,
jeden z trzystu sześćdziesięciu jeden, których wymaga
astrologiczna gra zwana go,
te drugie szachy wschodu.
Powstała dawniej niż najstarszy napis,
a jej tablica jest mapą wszechświata.
Jej czarno-białe kombinacje
wyczerpują czas.
Człowiek może się w niej zatracić
jak w gmatwaninie miłości albo dnia.
Dzisiaj dziewiętnastego września 1978 roku,
ja, który nie znam tak wielu rzeczy,
uświadomiłem sobie, że nie znam jednej jeszcze,
i dzięki składam swoim bóstwom
za objawienie labiryntu,
który nigdy nie będzie mój.

Przeł. Leszek Engelking


[w:] "Literatura na Świecie" 5-6/1995, s. 117.

03:07, te.em , B
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki: