Czasami przypuszczam, że dobrzy czytelnicy są w jeszcze większym stopniu szczególnymi łabędziami ciemności niż dobrzy autorzy. Czytanie, w każdym razie, jest czynnością późniejszą niż pisanie: bardziej zrezygnowaną, bardziej kurtuazyjną, bardziej intelektualną. (Jorge Luis Borges)
Kategorie: Wszystkie | !NDEKS | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | O | P | Q | R | S | T | V | W | Z
RSS
wtorek, 14 sierpnia 2012
Czesław Miłosz: Wyznanie
Panie Boże, lubiłem dżem truskawkowy
I ciemną słodycz kobiecego ciała.
Jak też wódkę mrożoną, śledzie w oliwie,
Zapachy: cynamonu i goździków.
Jakiż więc ze mnie prorok? Skąd by duch
Miał nawiedzać takiego? Tylu innych
Słusznie było wybranych, wiarygodnych.
A mnie kto by uwierzył? Bo widzieli
Jak rzucam się na jadło, opróżniam szklanice,
I łakomie patrzę na szyję kelnerki.
Z defektem i świadomy tego. Pragnący wielkości,
Umiejący ją rozpoznać gdziekolwiek jest,
A jednak niezupełnie jasnego widzenia,
Wiedziałem co zostanie dla mniejszych, jak ja:
Festyn krótkich nadziei, zgromadzenie pysznych,
Turniej garbusów, literatura.


[w:] Czesław Miłosz: Kroniki. Kraków 1988, s. 14

Tagi: Miłosz
20:51, te.em , M
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 października 2010
Czesław Miłosz: Ale książki
Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
Które zjawiły się raz, świeże, jeszcze wilgotne,
Niby lśniące kasztany pod drzewem w jesieni,
I dotykane, pieszczone, trwać zaczęły
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy — mówiły, nawet kiedy wydzierano z nich karty
Albo litery zlizywał buzujący płomień.
O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.
Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie
I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie.
Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone,
Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.


[w:] Czesław Miłosz, Kroniki. Kraków 1988, s. 25.

Tagi: Miłosz
19:44, te.em , M
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 czerwca 2007
Mieczysław Machnicki: Próba wiersza dla dzieci
To wszystko wzięło się z rany,
która bolała pod światło.
Światło przyszło z południa:
to taki gmach z oknami.
Do okien niekiedy skaczą ludzie.
Ludzie potrafią też chodzić.
Wtedy udają buty. Buty nie mają dziur.
Dziury mają ludzi. Ludzie mają wesoło.
To wszystko wzięło się za ręce.
Ręce można obcinać.
Wtedy wystaje język i wodzi
po wargach: tania jest sól.
Solą można posypać ranę.
Kiedy sól stanie się czarna,
zasłoni okna w gmachu z oknami.
I but będzie miał dziurę.
Dziura będzie świecić.
Na świecie powinny być same
mądre i grzeczne dzieci.


[w:] Mieczysław Machnicki: Podziemny zachód słońca. Wrocław 1980, s. 7.

Tagi: Machnicki
19:41, te.em , M
Link Komentarze (2) »
środa, 23 maja 2007
Zbigniew Machej: Młody Hrabal
(...)
Należało być słońcem i kochać jak słońce.
Czasy surrealizmu kończyły się.
Łaba płynęła nadal do Morza Północnego,
ale teraz przez Protektorat i Trzecią Rzeszę.
Należało być przynajmniej słońcem.
I chociaż nikt wtedy jeszcze nic
nie wiedział o czarnych dziurach
i zagładzie słońc, przyszłość pędziła
przez ciemność z naprzeciwka
jak pusta węglarka oderwana od reszty
składu. Gwałtownie zaczynała się
epoka totalnego realizmu.


Zbigniew Machej: Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji, Wrocław 2007, s. 25.

01:25, te.em , M
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Artur Międzyrzecki: Zapalałem światło gasiłem światło
Zapalałem światło gasiłem światło
Rozbierałem się ubierałem wychodziłem
Zapalałem silnik rzucałem palenie
Wracałem do palenia gasiłem silnik
Wracałem do siebie przewracałem się z boku na bok
Nie dosypiałem przesypiałem nie gap się
Nie garb się padnij powstań
Zapalałem światło zasuwałem zasłony
Pakowałem się przebierałem wyjeżdżałem
Przyjeżdżałem rozsuwałem zasłony gasiłem światło
Brałem proszki nasenne nastawiałem zegarek
Odstawiałem proszki liczyłem do stu
Nie doliczałem się wracałem do liczenia
Zapalałem papierosa zapalałem światło
Otwierałem gazetę natura się zbiesiła zamykałem oczy
Jednych gwiazd już nie było drugich jeszcze nie było

Z tomu Wygnanie do rymu, 1977


[w:] Artur Międzyrzecki: Wiersze 1946-1996. Wybrała i słowem wstępnym opatrzyła Wisława Szymborska, Kraków 2006, s. 96

07:40, te.em , M
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 listopada 2006
Adam Mickiewicz: Mr. Tad
Litwa! Kraj rodzinny moja druga połowa! jesteś jak zdrowie. 
Jak wielu potrzebuje cię do wartości, jeden tylko dowie się 
kto pozbył się cię. Dziś w całej ozdobie 
mogę widzieć twoją piękność i opisuję ponieważ mnie brakuje za tobą.


Zabawa była dość prosta. Wziąłem pierwsze cztery linijki "Pana Tadeusza", a następnie kazałem komputerowi http://translatica.pwn.pl przetłumaczyć to na angielski. Tekst angielski znowu kazałem przetłumaczyć na polski. Nieco inny rezultat daje ta sama zabawa ze słownikiem polsko-rosyjsko-polskim:


Litwa! Ojczyzna moja! ty jak zdrowie. 
ile ty trzeba cenić, ten tylko siebie dowiaduje się, 
kto cię stracił. ja dzisiaj twoją piękność w całej ozdobie 
widzę i opisuję dlatego że smucę się dla ciebie.

23:29, te.em , M
Link Komentarze (4) »
środa, 04 października 2006
MLB: Z cyklu epifanie
dokąd wędrujesz żuczku sruczku


[w:] MLB (Miłosz Biedrzycki): * ("Gwiazdka"), Kraków–Warszawa 1993. Cała książka tutaj.

02:56, te.em , M
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki: